*narracja pierwszoosobowa, narrator- Lily
Następnego dnia wróciłam do szkoły mając serdecznie dość moich dwóch serdecznych przyjaciółek z zakonu -Marleny McKinnon i Ariel Odgeon. Zeszłego wieczoru naszły mnie i nie dały spać aż do drugiej nad ranem, bo spotkały jakiegoś przystojniaka. Żenada. W każdym razie w szkole, patrząc na ogólny wykres spokoju w Hogwarcie, było spokojnie. Dlaczego? Otóż nasz ukochany charłak Argus Filch i jego wredna, zawszona kotka Pani Norris wybrali się na urlop. Zdezorientowani Huncwoci nie wiedzieli komu robić żarty, więc już na początek roku zawiesili broń, ale nie. Nie są normalnymi nienormalnymi, żeby planować co robić tylko są po prostu Idiotami, dla których zawieszenie broni oznacza robienie kawałów każdemu. Z tego też powodu siedzę tu teraz już od czterech godzin i z satysfakcją obserwuję jak chłopcy jęcząc jak małe dzieci, z wyjątkiem Łapy, który jęczy jak szczeniaczek, szorują SWOIMI szczoteczkami podłogę w korytarzu. Z 30 metrów korytarza pokrytego szlamem niewiadomego pochodzenia, zrobili dopiero pięć. Dzisiaj mają umyć przynajmniej połowę. Naturalnym jest, że próbowali wielu sztuczek, ale na mnie to nie działa. Chociaż kiedy Potter i Black zdjęli koszulki zarumieniłam się, ale zaraz się opamiętałam i poszczułam ich Drętwotom. Ach, jak ja kocham być prefektem. Z ciężkim sercem stwierdziłam, że chłopcy skończyli już swoją robotę, więc odesłałam ich do dormitorium. Ucieszeni pobiegli w stronę pokoju wspólnego. Leniwie zaczęłam się schylać po krzesło na którym siedziałam, ale czyjeś ręce złapały mnie w talii. Czyjeś? Naprawdę Lily, naprawdę? Naturalnie, że to ręce Jamesa złapały mnie i przyciągnęły do siebie. Zaczęłam się wyrywać, ale lekko się uspokoiłam czujące jego ciepłe usta na moim karku. Uspokoiłam się, ale dlaczego!? To Potter! Powinnam mu teraz przyłożyć i wlać mu szlaban za obmacywanie pani prefekt. A zamiast tego daje mu się całować. Gdy nie napotkał oporu, obrócił mnie do siebie i spojrzał głęboko w oczy przyciągając mnie do siebie. Zrobiłam się czerwona jak burak. Gdyby mnie nie trzymał w żelaznym uścisku i w dość znaczący sposób udowodnił mi, że to nie jest sen- zemdlałabym. Okej Ruda, uspokój się i spójrz na to obiektywnie. Oh. Nie, to nie może być prawda. Czy jest taka możliwość, że ja zakochałam się w Jamesie Potterze!?
*narracja pierwszoosobowa, narrator-James
Najpiękniejszy dzień w moim życiu. Właśnie trzymam w ramionach pewną rudą osóbkę i się z nią całuję! I to dobrowolnie! Wow! Zaraz mogę po prostu złapać McGonnagal za nos! O matko! Ona mi jeszcze oddaje te pocałunki. Takie delikatne, ale tak czułe i subtelne! Podniosłem ją i okręciłem wokół własnej osi. Skradłem jej jeszcze jeden pocałunek i spojrzałem głęboko w oczy. Kiedy nasze spojrzenia się spotkały ona się zaczerwieniła niemiłosiernie i odwróciła wzrok. Zachichotałem i skradłem jej jeszcze jednego buziaka. Widząc, że ją trochę ośmieliłem zacząłem rozmowę.
-Jeśli mogę wiedzieć to co cię skłoniło do tych nagłych czułości?
-eee...Dzień Dobroci Dla Zwierząt?
-Będzie za dwa miesiące.
Nie uzyskałem odpowiedzi.
-Kocham Cię, Liluś. Naprawdę. Nie dam cię skrzywdzić ani sam cię nie skrzywdzę.
-Ja, ja też cię chyba kocham- mruknęła niezdecydowana.
Z uśmiechem pocałowałem ją namiętnie i przyciągnąłem do siebie bliżej. Wesoło rozmawiając i się śmiejąc odeszli w stronę pokoju wspólnego Gryffindoru nie mając pojęcia, że pewien Ślizgon o przetłuszczonych, czarnych włosach i ziemistej twarzy przygląda im się ze łzami w kruczoczarnych oczach.
czwartek, 20 lutego 2014
piątek, 10 stycznia 2014
Rozdział 4
*narracja pierwszoosobowa, narrator: Lily
Dobiegłam do domu Ariel jako pierwsza. Ach, zapomniałabym. Ariel Larsson to trzydziestopięcioletnia kobieta, wściekle niebieskie włosy i czerwone oczy. Stara ciałem, młoda duchem. I to nawet za młoda. Jest szalona, nieprzewidywalna, ale odpowiedzialna. Nigdy bym nie powiedziała, że nie można na niej polegać.
Ad rem. Zmieniłam się w człowieka i zgarnęłam ciuchy, która czerwonowłosa mi przygotowała. Kochana. Ubrałam się szybko i zapukałam trzy razy do drzwi. Tylko oderwałam ręka od drzwi, a one otworzyły się z rozmachem.
-Sieeeeeemkaaaa! -krzyknęła mi prosto w twarz Ariel- herbatki z marihuaną? Moody mówi, że powinnam z tym skończyć, ale przecież nadal to piję i jest wspaniale! To co? Mam ciasteczka, pierniki, szarlotkę, kokę, marihuanę, trawkę, whisky, jabłecznik, sernik...
- Zamknij japę i dawaj normalną herbatkę, kochanie- ucięłam i stanowczym krokiem weszłam do środka.
Po chwili lokatorka weszła z przysmakami do salonu, z którego aż wylewała się słodkość i tęczowe rzygi. Błe... Zaraz sama rzygnę. Już miałyśmy sobie pogadać od serca, ale nagle drzwi się otworzyły weszło przez nie cała reszta członków.
Było nudno. Wszyscy zdawali tylko raportu z nudnych misji, które były po prostu nudne. Aż do czasu. Przyznawanie misji. Ooo... Było ciekawie. A nie! Jest ciekawie! Mam po prostu tak super interesującą i NIEBEZPIECZNĄ misję, że po prostu... Iiiiiiiiiiiiiiiiiiiiii!!! Mam poderwać przywódcę udziału wilkołaków od Voldzia, wydobyć z niego kilka informacji i go zamknąć. Najlepiej z resztą swoich kundlów. Moją prawie dwutygodniową- bo na tyle szacuje się czas zadania- nieobecność w szkole sam dyrektor usprawiedliwi mi problemami rodzinnymi. Pff... Na myśl o tym, że większość uczniów uważa mnie za szlamę z patologicznej rodziny typu Black czy Malfoy, tylko u mugolów. He, he he. Myślę, że będzie ciekawie. Zwłaszcza, że jest meeega przystojny jak na wilkołaka ,ale ma czterdzieści lat. Grrrr....
*Następny dzień*
Ponętnym wzrokiem patrzyłam prosto w oczy Greybackowi i delikatnie poruszałam biodrami w rytm muzyki odzianymi kusą spódniczką. Naturalnie nie byłam tą nienaganną uczennicą Hogwartu, tylko z trzydziestoletnią kobietą o włosach w kolorze mysiego brązu i różowych kontaktach. Miałam wściekle różową ów kusą spódniczkę i czerwony koronkowy stanik. Do tego włosy w loczkach, mocny makijaż, soczyste czerwone usta i czarne koronkowe rajstopy naturalnie. Buty- czerwone szpile. Czyli tak jak zawsze. Nagle obróciłam się i ruszyłam do drzwi prowadzących do prywatnych stolików, machając przesadnie biodrami. Przed przejściem przez nie obejrzałam się zalotnie na niego i widząc, że do mnie zmierza ruszyłam stanowczym krokiem do stolika.
Streszczę wam co się stało przez ten czas. Uwiodłam go ,co było nie lada wyzwaniem. Następnie jednym prostym zaklęciem bezróżdżkowym unieruchomiłam i wlałam mu trochę varitaserum do ust. Spisałam w notatniku to co usłyszałam i nacięłam mu skórę w bardzo bolącym miejscu wywołując u niego ryk. W następnej chwili, cała we krwi, znalazłam się w domu Ariel w swojej normalnej postaci, niestety ciągle w tych beznadziejnych ciuchach. Idąc do łazienki ospale zdejmowałam z siebie ubrania. Powitałam lokatorkę zajętą pożeraniem żelków i oglądaniem Yatamana. Rozdzieliłam włosy palcami i napuściłam wody do wanny. Zaraz do niej wskoczyłam i wpuściłam kilka kulek z olejkiem lawendowym. Dziś jest czwartek. Miałabym dwa tygodnie wolnego, ale tego nie wykorzystam. Zdam raport jutro po lekcjach i będę miała duuużo wolnego, ponieważ w poniedziałek i wtorek mamy wolne. Ta misja była łatwa. Tuż po moim odejściu wezwałam aurorów, którzy należą do Zakonu. Wiedząc, że w klubie wraz z szefem było ośmiu z dziesięciu członków, a wszyscy ci przylecieli do Greybacka słysząc jego ryk. Czyli jutrzejszy poranek wykorzystam na wyśledzenie i złapanie tych dwóch. Potem wydam ich reszcie. Po dwóch godzinach wyszłam z łazienki ubrana w za dużą koszulkę, w której zawsze nocuję u Larssonowej. Położyłam się do łóżka. O ile można tak nazwać rzucenie się na nie. Drzwi do pokoju otworzyły się z trzaskiem.
Dobiegłam do domu Ariel jako pierwsza. Ach, zapomniałabym. Ariel Larsson to trzydziestopięcioletnia kobieta, wściekle niebieskie włosy i czerwone oczy. Stara ciałem, młoda duchem. I to nawet za młoda. Jest szalona, nieprzewidywalna, ale odpowiedzialna. Nigdy bym nie powiedziała, że nie można na niej polegać.
Ad rem. Zmieniłam się w człowieka i zgarnęłam ciuchy, która czerwonowłosa mi przygotowała. Kochana. Ubrałam się szybko i zapukałam trzy razy do drzwi. Tylko oderwałam ręka od drzwi, a one otworzyły się z rozmachem.
-Sieeeeeemkaaaa! -krzyknęła mi prosto w twarz Ariel- herbatki z marihuaną? Moody mówi, że powinnam z tym skończyć, ale przecież nadal to piję i jest wspaniale! To co? Mam ciasteczka, pierniki, szarlotkę, kokę, marihuanę, trawkę, whisky, jabłecznik, sernik...
- Zamknij japę i dawaj normalną herbatkę, kochanie- ucięłam i stanowczym krokiem weszłam do środka.
Po chwili lokatorka weszła z przysmakami do salonu, z którego aż wylewała się słodkość i tęczowe rzygi. Błe... Zaraz sama rzygnę. Już miałyśmy sobie pogadać od serca, ale nagle drzwi się otworzyły weszło przez nie cała reszta członków.
Było nudno. Wszyscy zdawali tylko raportu z nudnych misji, które były po prostu nudne. Aż do czasu. Przyznawanie misji. Ooo... Było ciekawie. A nie! Jest ciekawie! Mam po prostu tak super interesującą i NIEBEZPIECZNĄ misję, że po prostu... Iiiiiiiiiiiiiiiiiiiiii!!! Mam poderwać przywódcę udziału wilkołaków od Voldzia, wydobyć z niego kilka informacji i go zamknąć. Najlepiej z resztą swoich kundlów. Moją prawie dwutygodniową- bo na tyle szacuje się czas zadania- nieobecność w szkole sam dyrektor usprawiedliwi mi problemami rodzinnymi. Pff... Na myśl o tym, że większość uczniów uważa mnie za szlamę z patologicznej rodziny typu Black czy Malfoy, tylko u mugolów. He, he he. Myślę, że będzie ciekawie. Zwłaszcza, że jest meeega przystojny jak na wilkołaka ,ale ma czterdzieści lat. Grrrr....
*Następny dzień*
Ponętnym wzrokiem patrzyłam prosto w oczy Greybackowi i delikatnie poruszałam biodrami w rytm muzyki odzianymi kusą spódniczką. Naturalnie nie byłam tą nienaganną uczennicą Hogwartu, tylko z trzydziestoletnią kobietą o włosach w kolorze mysiego brązu i różowych kontaktach. Miałam wściekle różową ów kusą spódniczkę i czerwony koronkowy stanik. Do tego włosy w loczkach, mocny makijaż, soczyste czerwone usta i czarne koronkowe rajstopy naturalnie. Buty- czerwone szpile. Czyli tak jak zawsze. Nagle obróciłam się i ruszyłam do drzwi prowadzących do prywatnych stolików, machając przesadnie biodrami. Przed przejściem przez nie obejrzałam się zalotnie na niego i widząc, że do mnie zmierza ruszyłam stanowczym krokiem do stolika.
Streszczę wam co się stało przez ten czas. Uwiodłam go ,co było nie lada wyzwaniem. Następnie jednym prostym zaklęciem bezróżdżkowym unieruchomiłam i wlałam mu trochę varitaserum do ust. Spisałam w notatniku to co usłyszałam i nacięłam mu skórę w bardzo bolącym miejscu wywołując u niego ryk. W następnej chwili, cała we krwi, znalazłam się w domu Ariel w swojej normalnej postaci, niestety ciągle w tych beznadziejnych ciuchach. Idąc do łazienki ospale zdejmowałam z siebie ubrania. Powitałam lokatorkę zajętą pożeraniem żelków i oglądaniem Yatamana. Rozdzieliłam włosy palcami i napuściłam wody do wanny. Zaraz do niej wskoczyłam i wpuściłam kilka kulek z olejkiem lawendowym. Dziś jest czwartek. Miałabym dwa tygodnie wolnego, ale tego nie wykorzystam. Zdam raport jutro po lekcjach i będę miała duuużo wolnego, ponieważ w poniedziałek i wtorek mamy wolne. Ta misja była łatwa. Tuż po moim odejściu wezwałam aurorów, którzy należą do Zakonu. Wiedząc, że w klubie wraz z szefem było ośmiu z dziesięciu członków, a wszyscy ci przylecieli do Greybacka słysząc jego ryk. Czyli jutrzejszy poranek wykorzystam na wyśledzenie i złapanie tych dwóch. Potem wydam ich reszcie. Po dwóch godzinach wyszłam z łazienki ubrana w za dużą koszulkę, w której zawsze nocuję u Larssonowej. Położyłam się do łóżka. O ile można tak nazwać rzucenie się na nie. Drzwi do pokoju otworzyły się z trzaskiem.
Subskrybuj:
Posty (Atom)