*narracja pierwszoosobowa, narrator: Lily
Dobiegłam do domu Ariel jako pierwsza. Ach, zapomniałabym. Ariel Larsson to trzydziestopięcioletnia kobieta, wściekle niebieskie włosy i czerwone oczy. Stara ciałem, młoda duchem. I to nawet za młoda. Jest szalona, nieprzewidywalna, ale odpowiedzialna. Nigdy bym nie powiedziała, że nie można na niej polegać.
Ad rem. Zmieniłam się w człowieka i zgarnęłam ciuchy, która czerwonowłosa mi przygotowała. Kochana. Ubrałam się szybko i zapukałam trzy razy do drzwi. Tylko oderwałam ręka od drzwi, a one otworzyły się z rozmachem.
-Sieeeeeemkaaaa! -krzyknęła mi prosto w twarz Ariel- herbatki z marihuaną? Moody mówi, że powinnam z tym skończyć, ale przecież nadal to piję i jest wspaniale! To co? Mam ciasteczka, pierniki, szarlotkę, kokę, marihuanę, trawkę, whisky, jabłecznik, sernik...
- Zamknij japę i dawaj normalną herbatkę, kochanie- ucięłam i stanowczym krokiem weszłam do środka.
Po chwili lokatorka weszła z przysmakami do salonu, z którego aż wylewała się słodkość i tęczowe rzygi. Błe... Zaraz sama rzygnę. Już miałyśmy sobie pogadać od serca, ale nagle drzwi się otworzyły weszło przez nie cała reszta członków.
Było nudno. Wszyscy zdawali tylko raportu z nudnych misji, które były po prostu nudne. Aż do czasu. Przyznawanie misji. Ooo... Było ciekawie. A nie! Jest ciekawie! Mam po prostu tak super interesującą i NIEBEZPIECZNĄ misję, że po prostu... Iiiiiiiiiiiiiiiiiiiiii!!! Mam poderwać przywódcę udziału wilkołaków od Voldzia, wydobyć z niego kilka informacji i go zamknąć. Najlepiej z resztą swoich kundlów. Moją prawie dwutygodniową- bo na tyle szacuje się czas zadania- nieobecność w szkole sam dyrektor usprawiedliwi mi problemami rodzinnymi. Pff... Na myśl o tym, że większość uczniów uważa mnie za szlamę z patologicznej rodziny typu Black czy Malfoy, tylko u mugolów. He, he he. Myślę, że będzie ciekawie. Zwłaszcza, że jest meeega przystojny jak na wilkołaka ,ale ma czterdzieści lat. Grrrr....
*Następny dzień*
Ponętnym wzrokiem patrzyłam prosto w oczy Greybackowi i delikatnie poruszałam biodrami w rytm muzyki odzianymi kusą spódniczką. Naturalnie nie byłam tą nienaganną uczennicą Hogwartu, tylko z trzydziestoletnią kobietą o włosach w kolorze mysiego brązu i różowych kontaktach. Miałam wściekle różową ów kusą spódniczkę i czerwony koronkowy stanik. Do tego włosy w loczkach, mocny makijaż, soczyste czerwone usta i czarne koronkowe rajstopy naturalnie. Buty- czerwone szpile. Czyli tak jak zawsze. Nagle obróciłam się i ruszyłam do drzwi prowadzących do prywatnych stolików, machając przesadnie biodrami. Przed przejściem przez nie obejrzałam się zalotnie na niego i widząc, że do mnie zmierza ruszyłam stanowczym krokiem do stolika.
Streszczę wam co się stało przez ten czas. Uwiodłam go ,co było nie lada wyzwaniem. Następnie jednym prostym zaklęciem bezróżdżkowym unieruchomiłam i wlałam mu trochę varitaserum do ust. Spisałam w notatniku to co usłyszałam i nacięłam mu skórę w bardzo bolącym miejscu wywołując u niego ryk. W następnej chwili, cała we krwi, znalazłam się w domu Ariel w swojej normalnej postaci, niestety ciągle w tych beznadziejnych ciuchach. Idąc do łazienki ospale zdejmowałam z siebie ubrania. Powitałam lokatorkę zajętą pożeraniem żelków i oglądaniem Yatamana. Rozdzieliłam włosy palcami i napuściłam wody do wanny. Zaraz do niej wskoczyłam i wpuściłam kilka kulek z olejkiem lawendowym. Dziś jest czwartek. Miałabym dwa tygodnie wolnego, ale tego nie wykorzystam. Zdam raport jutro po lekcjach i będę miała duuużo wolnego, ponieważ w poniedziałek i wtorek mamy wolne. Ta misja była łatwa. Tuż po moim odejściu wezwałam aurorów, którzy należą do Zakonu. Wiedząc, że w klubie wraz z szefem było ośmiu z dziesięciu członków, a wszyscy ci przylecieli do Greybacka słysząc jego ryk. Czyli jutrzejszy poranek wykorzystam na wyśledzenie i złapanie tych dwóch. Potem wydam ich reszcie. Po dwóch godzinach wyszłam z łazienki ubrana w za dużą koszulkę, w której zawsze nocuję u Larssonowej. Położyłam się do łóżka. O ile można tak nazwać rzucenie się na nie. Drzwi do pokoju otworzyły się z trzaskiem.