Jak z resztą co roku, trzy boskie dziewczyny zaśmiewały się w najlepsze idąc po peronie na King's Cross. Gdy doszły już do odpowiedniego miejsca nagle... zniknęły. Wjechały w ścianę między peronem 9 a 10 i nagle zniknęły! Po prostu zniknęły! Dla postronnego obserwatora jest to wręcz niemożliwe, ale dla nich jest to rzecz w 100 % normalna. Dzień w którym jest rozpoczęcie roku w mugolskiej szkole jest również dniem, kiedy uczniowie Hogwartu powracają do swojej 'ukochanej' szkoły po dwóch miesiącach błogich, spokojnych wakacji. Nie dla Lily Evans naturalnie.
Wyżej wspomniana dziewczyna to osoba o chudej, zgrabnej sylwetce z ognisto rudymi włosami i zielonych oczach w kształcie migdałów. Jej słodki nosek, którego czubek jest delikatnie wykrzywiony w górę, jest pokryty piegami o nieregularnych kształtach. Ogólnie jest blada, bo jak już się opali to trzyma się to może z dwa, trzy dni, a potem wraca do swojej naturalnie, wampirzej cery.
Warto by było wspomnieć, że ma rodzinę mugoli, więc mimo obecności jej najlepszych przyjaciółek podczas wakacji to i tak po prostu nienawidzi swojej rodziny, choćby przez nazwanie jej dziwolągiem przez jej własną matkę. Rozumiem Petunie, ale matka? Heh, nieważne...
Obok niej trzymając ją pod ramię szła naprawdę ostra blondynka z mocnym makijażem i wyzywającymi ciuchami. Nie ma chłopaka, który by się za nią nie obejrzał. Nawet grupka emerytów (zapewne wybierających się na długie wakacje za pieniądze swoich ukochanych córeczek i synków, żeby połowę przepić albo zapłacić za prostytutki, ale to tylko takie moje spostrzeżenie) upuściła swoje sztuczne szczęki, kiedy przechodziła obok uśmiechając się zalotnie do jakiegoś przystojniaka. A jednak ma chłopaka. Nietypowe jest to zachowanie dla przyszłej panny młodej zakochanej po uszy w niejakiej blondynce, pardon, blondynowi, pogromcy szlam i jeszcze użyłabym tu wielu, wielu innych epitetów, ale z racji tego, że ten blog w przyszłości może przeczytać moja nauczycielka od polskiego odpuszczę je sobie. Jednym słowem Lucjusz Malfoy. Wracając jednak do zachowania blondynki. Cóż powiedzieć? Jest po prostu z rodziny Blacków. Śmierciożerca. Bezlitosna. Chamska. Wywyższająca się. Narcyza Black. A jednak jest jedną z najlepszych przyjaciółek szlamy i tiara przydziału przydzieliła ją do Gryffindoru. Jak mawia moja koleżanka 'Przypadek? Zauważę, że przez przypadek nie można zniszczyć wszechświata, więc odpowiedź negatywna.'. Ty chyba wszystko o czarnookiej,-która właśnie korzystając z tego, że jej chłopaka jeszcze nie ma podrywa siedmiorocznych Puchonów i próbującą odeprzeć błyskawice tryskające z włosów rudej złośnicy- więc przejdę do brunetki stojącej obok zielonookiej. Jest to Andromenda Black pożądana przez większą część mężczyzn uczęszczającej do owej szkoły, a jednak tak niedostępna. Cóż o niej można powiedzieć? Idealne kształty, lśniące oczy, zabójczy uśmiech, zgrabna sylwetka, i długie, opadające falami brąz włosy. Zbyt idealna, prawda? Nie można być aż tak idealnym, na pewno nie! Wiem, że użyłam tu aż tylu powtórzeń, ale nie ma innego słowa- o ile można to ubrać w słowa-, które odzwierciedliło jej piękna, jej doskonałości! To znaczy jest, ale to tajemnica, a co to by była za tajemnica jeśli wy byście ją znali?
Ad rem, gdy tylko weszła na peron, który był jeszcze prawie pusty (bo kto normalny przychodzi godzinę przed przyjazdem pociągu na stacje! A tak one...) o dziwo zobaczyła coś, czego nie chciała zobaczyć przez dobre kilka godzin. A jednak! Ten łajdak Potter i ta jego zgraja imbecyli uśmiechali się do nich- a właściwie do niej, bo jakoś nie przepadali za siostrami Black i vice versa- iście huncwockimi uśmieszkami. Nawet nie wiadomo kiedy (wiadomo, odkąd po raz pierwszy zrobili jakiś 'mega odjechany kawał staremu Filchowi') to sformułowanie weszło w ciągłe użycie przez między innymi rudowłosą gryfonkę. I to wcale nie w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Na czole pani prefekt wystąpiły pierwsze krople potu i żyły naturalnie ze zdenerwowania. Kiedy James odpalił swoją słynną formułkę 'UMÓWISZ SIĘ ZE MNĄ EVANS!?' po prostu wybuchła...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz