sobota, 21 grudnia 2013

Rozdział 1

*pisane w pierwszej osobie, narrator- Lily Evans
             Przez prawie 20 minut dawałam do zrozumienia temu... dobra, dobra ,spokój Lily, spokój, bo twoje głupie sumienie znowu zacznie się odzywać. Wzywałaś? Oto jestem! Twe irytujące sumienie, które kocha Cię wnerwiać i zawsze jest przy Tobie zawsze, kiedy tego nie potrzebujesz! ZAMKNIJ SIĘ! Na szczęście poskutkowało i moje ukochane ego się łaskawie zamknęło. Wracając do tematu wytłumaczyłam panu jestem-napuszonym-idiotom-nie-dającym-żyć-lilce jak bardzo jest beznadziejny i jak bardzo go nienawidzę, sensustricto ochrzaniłam go.
          W tym czasie expres Londyn- Hogwart przyjechał, a raczej nagle pojawił się znikąd i nikt tego nie zauważył dopóki nie usłyszy się charakterystycznego dzwonku, więc nic nie mówiąc weszłam do pojazdu ciągnąc za sobą dziewczyny, które właśnie w tej chwili krztusiły się własną śliną śmiejąc się do rozpuku z moich inteligentnych określeń na Pottera. Wsiadając do ulubionego przedziału jednym ruchem różdżki ustawiłam swoje bagaże, wyjęłam koc i zawinęłam się w kokon siadając przy oknie i zamyślając się na amen, a łączy się z tym także to, że już dawno przestałam słuchać jak to okropne miały wakacje ze swoją patologiczną rodzinką oddaną pewnemu skunksowi bez nosa, który tępi wszystkie szlamy i ostatnio ciągle nawiedza mnie w snach. Może to jakiś rodzaj przepowiedni? Czy to oznacza, że zginę? Czy przyszła już moja kolej? Nie, no przecież Cyzia lub And by mi coś powiedziały, bo ich rodzice by o tym nawijali przez każdą sekundę, już i tak ich marnego życia. Zresztą są śmierciożercami, więc na którymś ze spotkań na pewno wyłapały by moje nazwisko. O Merlinie! Zaczynam gadać jak ten porąbany profesor wróżbiarstwa- Darius Trelawney. Zaraz jeszcze zacznę gadać, ze zginę popełniając samobójstwo w maślance po tym jak mnie rzuci Slash. Eh....
Moje rozmyślania przerwał perlisty śmiech mojej ukochanej czarownicy o niebieskich oczach jaką jest Dorcas Meadows. Romantyczka, casanova, zgrabna i do tego tancerka. Wydaje się pusta, ale tak tylko udaje. Nie lubi się otwierać przed byle kim, więc mogę szczerze ogłosić wszech i wobec, że jestem warta otwarcia! Cholera, dostałam głupawki. A czy ty przypadkiem zawsze nie masz głupawki, kochanie? Ty cholerna...cholerne...cholerny...Cholera czym ty właściwie jesteś !? Jestem TOBĄ. Jeśli uważasz, że jesteś chłopakiem to i ja jestem chłopakiem, ale chyba obydwie wiemy, że jesteś dziewczyną, no nie? A poza tym tak brzydkie słowo w 'pięknych' usteczkach pani idealnej? Nieładnie... Mam cię dość. WYNOCHA Z MOJEJ GŁOWY!!! . Zaraz po jakże interesującej rozmowie z samym sobą przywitałam się wylewnie z mym ukochanym Dżemem i wróciłam do swoich własnych rozmyślań. Właściwie to kiedy zaczęłam gadać z moim alter ego? Właściwie to jesteśmy tą samą osobą, ale ona jest bardziej irytująca. Naprawdę? MORDA!!! O czym ja myślałam... no tak! To zaczęło się po moim pierwszym śnie o NIM. Nie, nie chcę o tym teraz myśleć. Nikt o tym nie wie i to jest najgorsze. Jeśli naprawdę już nadszedł mój czas to nie chcę w to nikogo wplątywać. A znając dziewczyny to pierwsze rzuciłyby się do boju. Przypomniałam sobie nagle o jednym istotnym fakcie. Jak to zamaskuje przed dziewczynami? Najczęściej te sny kończą się krzykiem i urojeniami przez resztę dnia. Jestem wtedy po prostu wyczulona. Usłyszę szelest i już sięgam po różdżkę. Nie, to nie jest zespół napięcia przedmiesiączkowego! Sny są jeszcze gorsze. Są potworne. Niszczą mnie doszczętnie. Uśmiech, który pokazuje każdego dnia jest sztuczny. W środku po prostu się gotuję. Ogarnia mnie taka bezsilność i niepewność. Zaczynam już powoli przyswajać fakt, że każdy dzień może być moim ostatnim... Drzwi do naszego przedziału się otworzyły i pokazał się w nich Remus Lupin. Wysoki blondyn o brązowych oczach i wielką blizną lecącą przez większość twarzy. Andromenda od razu spłonęła rumieńcem i udolnie próbowała zachować wrażenia spokojnej i opanowanej. On uśmiechnął się do mnie pobłażliwie widząc moje zielone oczęta i kilka pasem rudych włosów spod kocykowego kokonu.
- Próbujesz naśladować wielkość brzucha Petera czy po prostu jest ci smutno i zamknęłaś się w 'kokonie zadumy' -zapytał się z trudem powstrzymując śmiech
- Bardzo śmieszne! -odburknęłam. Cóż miałam zły nastrój i tego nie ukrywam- czego chcesz? -zapytałam się posyłając mu nieme spojrzenia 23, czyli 'idź sobie nie widzisz, że zamykam się w kokonie zapomnienia i myślę czy utopić się w mleku czy w maślance!?'.
- Cóż, spodziewałem się bardziej czegoś w stylu ' Dzięki Remus, że poszedłeś na spotkanie prefektów i wykonałeś wszystkie moje obowiązki' -odpowiedział spokojnie i nadal z uśmiechem, pomimo czystego zła emanującego ode mnie.
-Dzięki. Coś jeszcze?- spytałam się już odrobinkę milej. Nie no co ja opowiadam, przecież mam potworny nastrój!
-Tak. Za pięć, góra dziesięć minut jesteśmy w Hogwarcie, więc lepiej się już przebierzcie. Do zobaczenia i naturalnie przekazuje wiadomość od Rogasia 'UMÓWISZ SIĘ ZE MNĄ EVANS!?' -to ostatnie dosłownie wywrzeszczał naśladując idealnie głos Pottera. Eh...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz